Samochód nie jest już dzisiaj wyznacznikiem bogactwa, bo od jakiegoś czasu znacznie łatwiej niż kiedyś jest zakupić wozidełko do wożenia czterech liter i tyluż osób przeciętnej rodziny w miarę potrzeb, nawet takie dość luksusowe dla pamiętającego dawne zgrzebne czasy warszaw, syrenek czy trabantów. Astra trzeciej generacji, laguna drugiej czy golf czwórka są w zasięgu ręki co oszczędniejszych osób z posiadaczy przeciętnej polskiej pensji. O czymś tak pospolitym jak Mercedes wersji 123, 126 czy jakoś tak (oj, 126 to chyba było nasze polskie?) lepiej nie wspominać – podobno ilość mercedesów w Polsce była swego czasu równa ilości mercedesów we wszystkich kadeelach* razem wziętych. Ale mniejsza o czasy przeszłe, które wspominać można z nutką nostalgii. Ma być o marzeniach. Te jednak jawią się jakoś mgliście – bo w gruncie rzeczy nasze marzenia o motoryzacji są jakoś dziwnie powiązane z tym, co było i już nie wróci. Motoryzacja to nie tylko piękne samochody i ich używanie, ale całość otaczającej nas rzeczywistości. Ta zaś ciągle jawiła się nam jak za dawnych lat, kiedy wsiadając do syrenki, malucha czy nawet poldka mieliśmy przed sobą szeroką, równą drogę** i od czasu do czasu jakiś samochód z naprzeciwka, a wyjazd nimi na wakacje czy wycieczkę był nobilitacją towarzyską wobec innych, i wybawieniem z tłoku w pociągach i pekaesach dla wsiadających do tych autek. I tak się nam do niedawna wciąż marzyło, pomimo narastającego tłoku na drogach, wzrastającej liczby ograniczeń i fotoradarów, wzrastającej liczby buców na drogach, którzy jeszcze myślą, że posiadanie nowej starej beemki czyni ich ważniejszymi od posiadaczy starej sierry, i nie obowiązują ich podstawowe przepisy ruchu drogowego łącznie z regułą prawej strony, bo oni akurat jadą prosto. Zresztą nie tylko buców, bo bucanki *** są równie częste, a ich tok myślenia jest identyczny. Niestety, to wrażenie wybawienia od kłopotów dnia codziennego i odizolowania od kłopotów to dzisiaj tylko wrażenie, a tak naprawdę to dopiero początek prawdziwej walki o przetrwanie, i na pewno nie ma nic wspólnego z dawnym relaksem za kółkiem. Niepostrzeżenie jazda, która miałaby być dla nas zabawą i przyjemnością, zmieniła się w wysiłek powodujący zwiększone wydzielanie adrenaliny z powodu rozdźwięku pomiędzy oczekiwaniami i rzeczywistością.
Pewnie, tak też dotrzemy do celu, ale jednak dla sporej większości kierowców to niepotrzebne uczucie zwiększonego wysiłku ma się nijak do możliwych do osiągnięcia efektów rozluźnienia i przyjemności. I tu dochodzimy do właściwego opisu marzeń. Drogi równe i szerokie, w dostatecznej ilości, obmyślone i zaprojektowane zgodnie z zasadami logiki i zdrowego rozsądku, w poszanowaniu przyrody i ludzkich siedzib, uzbrojone w odpowiednią ilość radarów, radiowozów, stojących i leżących policjantów, z położeniem nacisku na słowo „odpowiednią”, na drogach opanowani, trzeźwi kierowcy, zważający na przepisy, uprzejmi dla innych kierujących, dostateczna ilość drogowskazów różnej maści, piesi uważający na przejściach, światła na skrzyżowaniach przyjazne dla kierowców i nie zaskakujące ich nagłymi zmianami kolorów… właściwie to nie wiem, czy to marzenia, czy to właściwie możliwy do osiągnięcia stan? Przypomina mi się stary dowcip o sowieckim agitatorze, który usiłuje przekonać stareńkiego Czukczę do komunizmu: Jak już go zbudujemy, wszyscy będą mieli dość chleba i masła na śniadanie, mięsa i ziemniaków na obiad, wszyscy będą mieli gdzie mieszkać, a dzieci będą mogły chodzić do szkoły .- na to Czukcza: O, to będzie zupełnie jak za cara!
No, cara to ostatnio nie mieliśmy, ale podobno lepiej to już było. Myślcie, jak chcecie, ciężko przebić dobre lepszym, a nieliczne braczki, typu kartki na paliwo, jakoś w miarę upływu czasu, a także wzrostu cen, tracą na swej upierdliwości – spory procent kierowców dzisiaj i tak nie tankuje więcej niż wynosił kartkowy przydział. Nie wiem, na ile można sobie pozwolić w marzeniach, ale marzenia o godziwym stosunku cen paliw i zarobków chyba szybują zbyt daleko, pozostanę w sferze marzeń o wygodnej, spokojnej i bezpiecznej podróży, to tak niewiele, a jakże nieosiągalne.
przypisy dla młodszych czytelników czytasie.pl
*KDL – Kraje Demokracji Ludowej – dawna nazwa krajów bloku wschodniego pod nazwą demokracji rozumiano wówczas coś innego niż obecnie; pomijając rozwój technologiczny dla przeciętnego człowieka nie widać większych zmian
**za czasów tzw. późnej komuny polskie drogi wcale nie były takie złe, jak na tamto natężenie ruchu były i równe, i w wystarczających ilościach
***analogia do nowego zjawiska celebrystycznego, nader podobnie rozumującego